Kiedyś był chłopcem takim ot
Słodkim jak kompot albo sok
A dziś w żar uczuć orgii chęć
Kobiety wpędza jego wzrok
W portowej knajpie siedząc raz
Przypomniał zapach leśnych traw
Żując homary siorbiąc rum
Pod nosem nucił sobie tak
To moje tango tu szelest palm i słodycz mango
Żar dusznych ulic Porto Franko
Kobiety, kwiaty, taniec, rum
Oczy i nogi Paryżanek
Dziewiąta fala gruchot szklanek
Zaloty jurnych Afrykanek
I świętokrzyskich zapach ziół
Wszystko widział wszędzie był
Sto razy krypa szła na dno
Sam nie wie ile to już mil
Osaka, Kapsztad, Kalio
Z kieszeni nie wyjmując rąk
W publicznych domów wchodził drzwi
Skąd wziął się więc ten dziwny żal
Gdy na wiatr krzyczał ile sił
| a
a E
E
E a
a
a E
E
Ea A7
A7 d a
a E
E a A7
A7 d a
a E
E a A7 |